Uwielbiam być dobrze zorganizowana. Nawet jeśli to ma oznaczać rozpisywanie sobie godzin w kalendarzu. Trochę jak życie według schematu ale to jedyny mój sposób na organizację. Aż sama jestem zdziwiona że biologia zaczęła mi przysważać aż tyle radości i chęci zdobywania jeszcze większej ilości wiedzy. Za to do chemii odczuwam wstręt jak do 5 godzinnego spania, które już powoli eliminuje i staram się sypiać przynajmniej 6,5. Robię te zadania ale nie zabiera mnie to w świat stanu ekstazy. Być może to przez tą kinetykę którą teraz mamy. Poza tym jak narazie wszystko idzie po mojej myśli. Jasne ze miewam chwile zwątpienia w których myślę, że się nie dostanę i będę żyć niespełniona w zawodzie który nie był moim marzeniem. Miewam dni w których po szkole kładę się spać i nic nie robię do końca dnia. Jestem tylko człowiekiem o ludzkich możliwościach i czasami nie mogę zabrać się do tego czego chcę. Poza tym opanowała mnie już feryjna atmosfera, bo w województwie w którym mieszkam od poniedziałku 25 mamy ferie. Nie powinno być tak, że jakiekolwiek wydarzenie w którym mam wolny czas do dyspozycji usprawiedliwiam wybiciem z rytmu nauki, ale to także staram się wyeliminować. Jak to często powtarzam- "Nie rzucaj mi koła ratunkowego, tylko naucz mnie pływać". Każda rada jest dla mnie istotna dotycząca stałego rytmu pracy, systematyczności. Jeszcze się trochę w tym gubię ale staram się jak najmocniej żeby nie wypaść na zakręcie.
Poza tym udoskonalam się w brydżu. Czasami czuję się tam jakbym pomyliła sale i weszła do innej ale jakoś daję radę. Zasady są dosyć trudne albo nie tyle co trudne co skomplikowane. Trzeba wymyślić sobie jakaś strategie i grać. Fakt ze na stu zawodowych graczy w brydża jest tylko jedna kobieta wcale nie ułatwia mi sprawy, ale robię co mogę!
Efekty na siłowni rownież na plusie. Jem jak wcześniej, tylko może pije więcej wody a w uzyskaniu satysfakcjonujących efektów nie przeszkadza mi nawet podjadanie słodyczy. Tylko żeby uczenie się byłoby tak systematyczne jak to i byłabym szczęśliwa. Trzymajcie kciuki
Go for it-medicine
wtorek, 2 lutego 2016
niedziela, 3 stycznia 2016
Nauka ukoi mnie
Chyba musiałam ochłonąć po minionych wydarzeniach. Parę dni przed sylwestrem napisałam post roboczy chwaląc atmosferę, ludzi i wszystko co mnie otaczało. Jednak rzeczywistość przysłoniła mój wyidealizowany obraz, ale teraz od początku.
Święta. Spędzone w bardzo przyjaznej atmosferze w kręgu rodzinnym. Żałuję, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki cud mnie spotkał, że otaczam się nimi. Zawsze wiedziałam, że rodzina jest najważniejsza i musimy ją szanować, bo to zwykle oni zostają przy nas gdy inni ludzie się odwrócą ale jak to odnosiło się do postrzegania w praktyce? Nijak. Zauważyłam też, że otrzymywanie prezentów nie daję mi takiej radość jak jeszcze parę miesięcy temu. Tak, to prawda jest to miłe uczucie dostania czegoś od kogoś ale trochę zgubne. Prawdziwą przyjemność odczuwam jak widzę radość w oczach innych a przede wszystkim dzieci. Tą niecierpliwość która doskwiera przy czekaniu na pierwszą gwiazdkę i nareszcie rozpakowywanie prezentów. Mogłabym przyglądać się temu widokowi w nieskończoność. Rozmowy przy wigilijnym stole też na plus.
Wspominanie, historie i jakby nie mogło zabraknąć-przypadki lekarskie. Taka kolej rzeczy w rodzinie lekarzy. Święta jak najbardziej mogłabym powtórzyć i te dwa tygodnie lenistwa. Chociaż mam ogromne wyrzuty sumienia, że łącznie uczyłam się maksymalnie półtorej godziny podczas tego czasu. Tak bardzo nie mogłam się przemóc, żeby zasiąść do książek a jak to robiłam proces przyswajania wiedzy przychodził mi jakby w zwolnionym tempie. Nie lubię takich długich przerw bo wybijają mnie z rytmu, z trybu nauki. Teraz wiem, że jak nie uda mi się dostać za pierwszym razem na lekarsko-dentystyczny to będę miała marne szanse na dostanie się w kolejnym roku. Determinacja i wytrwałość nie mają tu zbyt wiele do mówienia bo wiem, że jak nie mam nad sobą takiej presji, że mam sprawdzian i muszę w tym czasie wracać też do starszych zagadnień musząc to dobrze zorganizować, żeby zdążyć ze wszystkim to będzie mi bardzo ale to bardzo ciężko.
Co do postanowień noworocznych jako tako ich nie mam. Proszę tylko o siłę i systematyczność w nauce i spokój ducha, bo to on często mi zakłóca aurę spokoju i pojawiają się problemy z koncentracją.
A co do samego Sylwestra... Mogłoby się wydawać, że będąc z czterema najlepszymi przyjaciółkami będzie wręcz idealnie, ale zatem dlaczego każda przeżyła 1 stycznia z głową schowaną w poduszkę z lejącymi się strumieniami łzami. Poszłyśmy tam do dobrego znajomego dlatego nasze złe przypuszczenia nie miały prawa nawet się pojawić. Do godziny 23 z ręką na sercu mogę powiedzieć, że było na prawdę dobrze! Brakowało mi z dziewczynami naszych wspólnych rozmów bo tylko z dwiema jestem w klasie, więc miałyśmy co nadrabiać. Dwie pozostałe są w innych szkołach. Każda jest pochłonięta nauką do tego stopnia, że jesteśmy tym wyczerpane i musimy się zadowolić chociaż tym, że codziennie ze sobą piszemy, chociażby przed snem. Po 24 przyszło dziwne towarzystwo niemal nie odbiegające od zachować zwierząt. Czy alkohol zawładnął człowiekiem do tego stopnia, że narzuca złe zachowania. Zastanawiałam się czy ja też do nich należę... Czy też jestem takim zniszczonym osobnikiem? Jak mogło dojść do tego, że znalazłam się z takimi ludźmi w tym samym pomieszczeniu.. Czy ja się z nimi utożsamiam? Na domiar złego musiałyśmy wytrzymać w tym towarzystwie.. 5 godzin, bo każda linia taksówek była zajęta. Mam taki wstręt do alkoholu i do imprez, że wątpię żebym w wakacje chciała do tego wrócić. Chcę się odciąć od wszystkiego. Chcę zagłębiać się w Campbellu, poszerzać wiedzę, poznawać wszystkie te informacje, uczyć się do matury i w między czasie ćwiczyć dla zdrowia. Nie chcę nic więcej. Będę żyć tylko nauką, bo tylko ona potrafi wnieść coś do życia i tylko dzięki niej będę zbliżać się ku celowi.
Święta. Spędzone w bardzo przyjaznej atmosferze w kręgu rodzinnym. Żałuję, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki cud mnie spotkał, że otaczam się nimi. Zawsze wiedziałam, że rodzina jest najważniejsza i musimy ją szanować, bo to zwykle oni zostają przy nas gdy inni ludzie się odwrócą ale jak to odnosiło się do postrzegania w praktyce? Nijak. Zauważyłam też, że otrzymywanie prezentów nie daję mi takiej radość jak jeszcze parę miesięcy temu. Tak, to prawda jest to miłe uczucie dostania czegoś od kogoś ale trochę zgubne. Prawdziwą przyjemność odczuwam jak widzę radość w oczach innych a przede wszystkim dzieci. Tą niecierpliwość która doskwiera przy czekaniu na pierwszą gwiazdkę i nareszcie rozpakowywanie prezentów. Mogłabym przyglądać się temu widokowi w nieskończoność. Rozmowy przy wigilijnym stole też na plus.
Wspominanie, historie i jakby nie mogło zabraknąć-przypadki lekarskie. Taka kolej rzeczy w rodzinie lekarzy. Święta jak najbardziej mogłabym powtórzyć i te dwa tygodnie lenistwa. Chociaż mam ogromne wyrzuty sumienia, że łącznie uczyłam się maksymalnie półtorej godziny podczas tego czasu. Tak bardzo nie mogłam się przemóc, żeby zasiąść do książek a jak to robiłam proces przyswajania wiedzy przychodził mi jakby w zwolnionym tempie. Nie lubię takich długich przerw bo wybijają mnie z rytmu, z trybu nauki. Teraz wiem, że jak nie uda mi się dostać za pierwszym razem na lekarsko-dentystyczny to będę miała marne szanse na dostanie się w kolejnym roku. Determinacja i wytrwałość nie mają tu zbyt wiele do mówienia bo wiem, że jak nie mam nad sobą takiej presji, że mam sprawdzian i muszę w tym czasie wracać też do starszych zagadnień musząc to dobrze zorganizować, żeby zdążyć ze wszystkim to będzie mi bardzo ale to bardzo ciężko.
Co do postanowień noworocznych jako tako ich nie mam. Proszę tylko o siłę i systematyczność w nauce i spokój ducha, bo to on często mi zakłóca aurę spokoju i pojawiają się problemy z koncentracją.
A co do samego Sylwestra... Mogłoby się wydawać, że będąc z czterema najlepszymi przyjaciółkami będzie wręcz idealnie, ale zatem dlaczego każda przeżyła 1 stycznia z głową schowaną w poduszkę z lejącymi się strumieniami łzami. Poszłyśmy tam do dobrego znajomego dlatego nasze złe przypuszczenia nie miały prawa nawet się pojawić. Do godziny 23 z ręką na sercu mogę powiedzieć, że było na prawdę dobrze! Brakowało mi z dziewczynami naszych wspólnych rozmów bo tylko z dwiema jestem w klasie, więc miałyśmy co nadrabiać. Dwie pozostałe są w innych szkołach. Każda jest pochłonięta nauką do tego stopnia, że jesteśmy tym wyczerpane i musimy się zadowolić chociaż tym, że codziennie ze sobą piszemy, chociażby przed snem. Po 24 przyszło dziwne towarzystwo niemal nie odbiegające od zachować zwierząt. Czy alkohol zawładnął człowiekiem do tego stopnia, że narzuca złe zachowania. Zastanawiałam się czy ja też do nich należę... Czy też jestem takim zniszczonym osobnikiem? Jak mogło dojść do tego, że znalazłam się z takimi ludźmi w tym samym pomieszczeniu.. Czy ja się z nimi utożsamiam? Na domiar złego musiałyśmy wytrzymać w tym towarzystwie.. 5 godzin, bo każda linia taksówek była zajęta. Mam taki wstręt do alkoholu i do imprez, że wątpię żebym w wakacje chciała do tego wrócić. Chcę się odciąć od wszystkiego. Chcę zagłębiać się w Campbellu, poszerzać wiedzę, poznawać wszystkie te informacje, uczyć się do matury i w między czasie ćwiczyć dla zdrowia. Nie chcę nic więcej. Będę żyć tylko nauką, bo tylko ona potrafi wnieść coś do życia i tylko dzięki niej będę zbliżać się ku celowi.
czwartek, 17 grudnia 2015
Życie, rozterki, powracająca przeszłość
Czym tak właściwie jest życie? Chyba nie możemy sie nie zgodzić że nieustającą podróżą.
Podróżą pełną wzniesień jak i dołów. Chcemy zapamietać nasze życie w pełnej okazałości.
Czerpać z niego jak najwiecej i wciąż być świadkiem zdarzeń. Niestety nie jest to możliwe i
musimy sie zadowolić fragmentami wspomnień jakby wyciętymi ze snu. Pragniemy powracać wspomnieniami do tych najlepszych i przeżywać to na nowo. Wspominać i utożsamiać się z nimi. Wracać do czasów beztroskich lub do takich gdzie byliśmy otaczani ludźmi w których towarzystwie czuliśmy się błogo ale z rożnych względów juz nie mamy z nimi styczności. Oni ruszyli a my wciąż żyjemy jakąś namiastką nadziei do której nie możemy się nikomu przyznać. Dusimy to w sobie i błagamy o wolność.
Mamy wiele potrzeb. Chcemy spełniać się w życiu, określamy cele i ustalamy swoje wygórowane ambicje. Cały czas się kształcimy, przez całe życie podążamy na przód. Mamy chwile zwątpienia ale nie dopuszczamy do siebie myśli, że nam się nie powiedzie. Dajemy z siebie dużo. Tyle aby się udało. Zawsze się udaje, jeśli włożymy w to wysiłek i serce. Poświęcamy swój czas, a przed wszystkim siebie. Nie żałujemy rożnych wyrzeczeń, przecież robimy to dla nas samych. Uciekamy w otchłań marzeń. Śnimy-to staje się obsesją...wiecznym doskonaleniem siebie.
Podróżą pełną wzniesień jak i dołów. Chcemy zapamietać nasze życie w pełnej okazałości.
Czerpać z niego jak najwiecej i wciąż być świadkiem zdarzeń. Niestety nie jest to możliwe i
musimy sie zadowolić fragmentami wspomnień jakby wyciętymi ze snu. Pragniemy powracać wspomnieniami do tych najlepszych i przeżywać to na nowo. Wspominać i utożsamiać się z nimi. Wracać do czasów beztroskich lub do takich gdzie byliśmy otaczani ludźmi w których towarzystwie czuliśmy się błogo ale z rożnych względów juz nie mamy z nimi styczności. Oni ruszyli a my wciąż żyjemy jakąś namiastką nadziei do której nie możemy się nikomu przyznać. Dusimy to w sobie i błagamy o wolność.
Mamy wiele potrzeb. Chcemy spełniać się w życiu, określamy cele i ustalamy swoje wygórowane ambicje. Cały czas się kształcimy, przez całe życie podążamy na przód. Mamy chwile zwątpienia ale nie dopuszczamy do siebie myśli, że nam się nie powiedzie. Dajemy z siebie dużo. Tyle aby się udało. Zawsze się udaje, jeśli włożymy w to wysiłek i serce. Poświęcamy swój czas, a przed wszystkim siebie. Nie żałujemy rożnych wyrzeczeń, przecież robimy to dla nas samych. Uciekamy w otchłań marzeń. Śnimy-to staje się obsesją...wiecznym doskonaleniem siebie.
sobota, 12 grudnia 2015
Nie samą nauką i domem człowiek żyje!
Ile czasu mi zajęło na uświadomienie tego? Ehh sporo. Nie wliczając już nawet w to nauki-po prostu uwielbiam przebywać w domu całe dnie z kubkiem kawy i lepiej spędzam wtedy czas niż w niejednym gronie znajomych. Jednak moja linia została przekroczona i miałam wewnętrzną potrzebę wyjścia do ludzi, aby przypadkiem nie zwariować.
Chyba coś już ze mną zaczęło się dziać nie takiego jakie powinno być. Ostatni raz kiedy gdziekolwiek gdzieś wyszłam w przeciągu prawie czterech miesięcy (WOW to już aż tyle zleciało?!) to było jedno spotkanie z przyjaciółką na pogaduchy i kawę. No przyznam trochę się zasiedziałam w moim domowym zaciszu, ale chyba nie mam powodów do narzekania. Odkąd sięgam pamięcią raczej należę do domatorów, którym siedzenie w domu sprawia przyjemność i zawsze tam znajdą jakieś zajęcie. Ale wszystko ma jakaś granice, prawda? ;) Oprócz tego, że zapisałam się na siłownie i zamierzam być tam stałym bywalcem przynajmniej 3 godziny tygodniowo (tak dobrze słyszycie) to wybrałam się dzisiaj z przyjaciółkami na zakupy. Takie tam babskie sprawy, które każda kobieta powinna uwielbiać według mężczyzn. Ale mimo tego, że przyjemnie spędziłam czas to tez wymęczyłam się za wszystkie czasy. Jako, że święta coraz bliżej jest tyle ludzi w galeriach, ze na przymierzalnie czeka się przynajmniej 20 minut. Chociaż wróciłam szczęśliwa z przecenionymi swetrami o dobre 100zl! Jest się z czego cieszyć. Nie znam kobiety która by odmówiła takiej okazji! Kupiłam tez trochę prezentów bliskim a chcąc każdemu trafić w gust musiałam się sporo pogłówkować żeby coś adekwatnego wymyślić.
Jako, że święta zbliżają się wielkimi krokami byłam wręcz przekonana, że trochę nam odpuszczą w szkole. Miałam nadzieję, że na spokojnie będę mogła przypominać sobie materiał bez nakładania się obecnego w szkole. Ale chyba będę musiała poczekać na ten moment do przerwy świątecznej bo chyba inaczej rozwiązać tego nie można. Do zobaczenia.
piątek, 4 grudnia 2015
Czy mogę pozwolić sobie na odpoczynek?
Co za tydzień! Jestem tak wyczerpana, że zaraz zasnę prawie ze na stojąco. Postanowiłam, że przerobię w ciagu tygodnia 3 działy z biologii, bo jak wiadomo pamięć ludzka ulotna i to czego sie uczyłam w pierwszej klasie dawno juz mi uciekło z pamięci. Zamierzałam nauczyć się składników chemicznych, komórki i fizjologii roślin. Wbrew pozorom tylko dział komórka mógłby sprawdzić jakieś trudności bo jak wiadomo jest tam napakowane tyle informacji ile na naszych ściągach z przedmiotów typu pp czy edb, które juz za mną ofc! Trochę przeliczyłam moje możliwości co do wykucia się tego w takim stopniu, że jakby mnie obudzili mam to pamietać. Tym bardziej, że w tygodniu mam tez inne przedmioty. Jedyne przedmioty których się uczę w drugiej klasie to i tak tylko biologia, chemia i matematyka. Z polskiego mam świetnego nauczyciela, ktory tak ciekawie prowadzi lekcje, że nie da się tego nie słuchać i zapamiętuje dosłownie wszystko to co się działo na lekcji. Jestem tez zwykle aktywna na polskim dlatego zapamiętanie nie sprawia mi problemu. Angielski umiem w tym stopniu na którym jesteśmy. Dotychczasowa gramatyka easy peasy, jedynie zapamiętuje jakieś fajne słówka. Rozmawiamy sporo na lekcji, dlatego moja płynność tez nie kuleje. Reszta przedmiotów, who cares, zeby 3 była.
A wracając do biologii, uczyłam się z trzech podręczników, wiec ilośc kartek wcale mi tak szybko nie ubywala. Przerobiłam prawie całe składniki chemiczne wiec jakieś 50 kartek i guess. Więc nie jest źle, nic nie stracone tym bardziej, ze jeszcze cały weekend przede mną (nie wliczając piątku, bo bym zasnęła nad książkami). Dzisiaj robię sobie reset dzien, bo myśle, że mi się należy ;) Mam ochotę obejrzeć jakiś film i to zaraz uczynię a o jakiejś dwudziestej coś tam sobie poprzypominam z biologii i chemii ale na spokojnie, bezstresowo.
Teraz uciekam odpoczywać, leżeć i pachnieć. A jutro znowu ostro bierzemy się do pracy. Chemię mam dopiero na 11 wiec nareszcie się wyspie do tej 10.
A wracając do biologii, uczyłam się z trzech podręczników, wiec ilośc kartek wcale mi tak szybko nie ubywala. Przerobiłam prawie całe składniki chemiczne wiec jakieś 50 kartek i guess. Więc nie jest źle, nic nie stracone tym bardziej, ze jeszcze cały weekend przede mną (nie wliczając piątku, bo bym zasnęła nad książkami). Dzisiaj robię sobie reset dzien, bo myśle, że mi się należy ;) Mam ochotę obejrzeć jakiś film i to zaraz uczynię a o jakiejś dwudziestej coś tam sobie poprzypominam z biologii i chemii ale na spokojnie, bezstresowo.
Teraz uciekam odpoczywać, leżeć i pachnieć. A jutro znowu ostro bierzemy się do pracy. Chemię mam dopiero na 11 wiec nareszcie się wyspie do tej 10.
PS. Tak, to moje wspomagacze, bez których teraz nie wyobrażam sobie życia. Może to tylko placebo, nie dociekam, bo na mnie działają :)
sobota, 28 listopada 2015
Wzloty i upadki
Cześć wszystkim,
Mimo tego, że jest sobota i powinnam aż zarażać energią i chęcią do pracy jestem wrakiem człowieka. Jestem na siebie tak cholernie zła, że tak właściwie nic dzisiaj nie zrobiłam oprócz korepetycji z chemii i jakiejś pół godziny powtórek z paprotników i mszaków. Nie cierpię takich dni w których wiem, że mam mnóstwoo do roboty a zbieram się cały dzień do tego. Chyba jednak najważniejsze jest to, żebym w ogóle zaczęła. Nawet jeśli zacznę o 22 to coś zyskam, aniżeliby nie zacząć w ogóle. Zawsze w takich chwilach wyobrażam sobie jak to juz bedzie jak dostanę się na ten lekarsko-dentystyczny. Ahhhh i odrazu mi lepiej. Wiec zabieram się do pracy i biegnę w stronę moich marzeń. A Was zostawiam z moją ulubioną piosenką swego czasu.
Buziaki
Mimo tego, że jest sobota i powinnam aż zarażać energią i chęcią do pracy jestem wrakiem człowieka. Jestem na siebie tak cholernie zła, że tak właściwie nic dzisiaj nie zrobiłam oprócz korepetycji z chemii i jakiejś pół godziny powtórek z paprotników i mszaków. Nie cierpię takich dni w których wiem, że mam mnóstwoo do roboty a zbieram się cały dzień do tego. Chyba jednak najważniejsze jest to, żebym w ogóle zaczęła. Nawet jeśli zacznę o 22 to coś zyskam, aniżeliby nie zacząć w ogóle. Zawsze w takich chwilach wyobrażam sobie jak to juz bedzie jak dostanę się na ten lekarsko-dentystyczny. Ahhhh i odrazu mi lepiej. Wiec zabieram się do pracy i biegnę w stronę moich marzeń. A Was zostawiam z moją ulubioną piosenką swego czasu.
Buziaki
piątek, 27 listopada 2015
Małymi krokami do przodu
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie. Tak właściwie to witam samą siebie-jakoś trzeba zacząć.
A teraz do sedna. Jestem obecnie w drugiej liceum i ukrywam się pod kryptonimem "ryzykantka", ale czy kryptonim nie tyczy się w działalności wojskowej? Tutaj przynajmniej ładnie pasuje. Pewnie się zastanawiacie dlaczego akurat ta cecha bedzie decydować o mojej nazwie. A to dlatego, że postawiłam sobie bardzo wysoko cel. Od dzieciństwa marzy mi się stomatologia, leczenie zębów, poprawianie wizerunku jak i ulepszanie komfortu życia pacjentów. Wyobrażam sobie sobie na fotelu, prosząc asystentkę o lampę polimeryzacyjną i kontynuując proces leczenia bądź w tym przypadku naklejenie zameczków do zęba i przymocowanie łuku-czyli standardowa gadka dlaczego chcesz iść na medycynę ;). Abyś osiągnąć moj cel jest mi potrzebny bardzo ale to bardzo duży wysiłek, ale jak wiemy dla chcącego nic trudnego i tylko ludzie leniwi i nieambitni tłumaczą się, że temu nie podołają. Ryzykantka właśnie dlatego. Ryzykuję i stawiam wszystkie swoje karty na stół. Albo wygram albo przegram, nic pośredniego nie bedzie. Blog będzie w formie pamiętnika wiec bedą to moje przemyślenia długotrwałe bądź takie, które będę miała potrzebę wyrzucenia z siebie, na które ślina na język przyniesie.
Mam nadzieje że bedzie to twórczy i pracochłonny rok, tak właściwie półtoraroku, dzięki którym dokonam tego o czym marzę i osiągnę to dzięki swojej determinacji.
Trzymam za siebie kciuki,
Ściskam cieplutko.💋💕
A teraz do sedna. Jestem obecnie w drugiej liceum i ukrywam się pod kryptonimem "ryzykantka", ale czy kryptonim nie tyczy się w działalności wojskowej? Tutaj przynajmniej ładnie pasuje. Pewnie się zastanawiacie dlaczego akurat ta cecha bedzie decydować o mojej nazwie. A to dlatego, że postawiłam sobie bardzo wysoko cel. Od dzieciństwa marzy mi się stomatologia, leczenie zębów, poprawianie wizerunku jak i ulepszanie komfortu życia pacjentów. Wyobrażam sobie sobie na fotelu, prosząc asystentkę o lampę polimeryzacyjną i kontynuując proces leczenia bądź w tym przypadku naklejenie zameczków do zęba i przymocowanie łuku-czyli standardowa gadka dlaczego chcesz iść na medycynę ;). Abyś osiągnąć moj cel jest mi potrzebny bardzo ale to bardzo duży wysiłek, ale jak wiemy dla chcącego nic trudnego i tylko ludzie leniwi i nieambitni tłumaczą się, że temu nie podołają. Ryzykantka właśnie dlatego. Ryzykuję i stawiam wszystkie swoje karty na stół. Albo wygram albo przegram, nic pośredniego nie bedzie. Blog będzie w formie pamiętnika wiec bedą to moje przemyślenia długotrwałe bądź takie, które będę miała potrzebę wyrzucenia z siebie, na które ślina na język przyniesie.
Mam nadzieje że bedzie to twórczy i pracochłonny rok, tak właściwie półtoraroku, dzięki którym dokonam tego o czym marzę i osiągnę to dzięki swojej determinacji.
Trzymam za siebie kciuki,
Ściskam cieplutko.💋💕
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




