wtorek, 2 lutego 2016

Uwielbiam być dobrze zorganizowana. Nawet jeśli to ma oznaczać rozpisywanie sobie godzin w kalendarzu. Trochę jak życie według schematu ale to jedyny mój sposób na organizację. Aż sama jestem zdziwiona że biologia zaczęła mi przysważać aż tyle radości i chęci zdobywania jeszcze większej ilości wiedzy. Za to do chemii odczuwam wstręt jak do 5 godzinnego spania, które już powoli eliminuje i staram się sypiać przynajmniej 6,5. Robię te zadania ale nie zabiera mnie to w świat stanu ekstazy. Być może to przez tą kinetykę którą teraz mamy. Poza tym jak narazie wszystko idzie po mojej myśli. Jasne ze miewam chwile zwątpienia w których myślę, że się nie dostanę i będę żyć niespełniona w zawodzie który nie był moim marzeniem. Miewam dni w których po szkole kładę się spać i nic nie robię do końca dnia. Jestem tylko człowiekiem o ludzkich możliwościach i czasami nie mogę zabrać się do tego czego chcę. Poza tym opanowała mnie już feryjna atmosfera, bo w województwie w którym mieszkam od poniedziałku 25 mamy ferie. Nie powinno być tak, że jakiekolwiek wydarzenie w którym mam wolny czas do dyspozycji usprawiedliwiam wybiciem z rytmu nauki, ale to także staram się wyeliminować. Jak to często powtarzam- "Nie rzucaj mi koła ratunkowego, tylko naucz mnie pływać". Każda rada jest dla mnie istotna dotycząca stałego rytmu pracy, systematyczności. Jeszcze się trochę w tym gubię ale staram się jak najmocniej żeby nie wypaść na zakręcie.
Poza tym udoskonalam się w brydżu. Czasami czuję się tam jakbym pomyliła sale i weszła do innej ale jakoś daję radę. Zasady są dosyć trudne albo nie tyle co trudne co skomplikowane. Trzeba wymyślić sobie jakaś strategie i grać. Fakt ze na stu zawodowych graczy w brydża jest tylko jedna kobieta wcale nie ułatwia mi sprawy, ale robię co mogę!
Efekty na siłowni rownież na plusie. Jem jak wcześniej, tylko może pije więcej wody a w uzyskaniu satysfakcjonujących efektów nie przeszkadza mi nawet podjadanie słodyczy. Tylko żeby uczenie się byłoby tak systematyczne jak to i byłabym szczęśliwa. Trzymajcie kciuki

niedziela, 3 stycznia 2016

Nauka ukoi mnie

Chyba musiałam ochłonąć po minionych wydarzeniach. Parę dni przed sylwestrem napisałam post roboczy chwaląc atmosferę, ludzi i wszystko co mnie otaczało. Jednak rzeczywistość przysłoniła mój wyidealizowany obraz, ale teraz od początku.
Święta. Spędzone w bardzo przyjaznej atmosferze w kręgu rodzinnym. Żałuję, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki cud mnie spotkał, że otaczam się nimi. Zawsze wiedziałam, że rodzina jest najważniejsza i musimy ją szanować, bo to zwykle oni zostają przy nas gdy inni ludzie się odwrócą ale jak to odnosiło się do postrzegania w praktyce? Nijak. Zauważyłam też, że otrzymywanie prezentów nie daję mi takiej radość jak jeszcze parę miesięcy temu. Tak, to prawda jest to miłe uczucie dostania czegoś od kogoś ale trochę zgubne. Prawdziwą przyjemność odczuwam jak widzę radość w oczach innych a przede wszystkim dzieci. Tą niecierpliwość która doskwiera przy czekaniu na pierwszą gwiazdkę i nareszcie rozpakowywanie prezentów. Mogłabym przyglądać się temu widokowi w nieskończoność. Rozmowy przy wigilijnym stole też na plus.
Wspominanie, historie i jakby nie mogło zabraknąć-przypadki lekarskie. Taka kolej rzeczy w rodzinie lekarzy. Święta jak najbardziej mogłabym powtórzyć i te dwa tygodnie lenistwa. Chociaż mam ogromne wyrzuty sumienia, że łącznie uczyłam się maksymalnie półtorej godziny podczas tego czasu. Tak bardzo nie mogłam się przemóc, żeby zasiąść do książek a jak to robiłam proces przyswajania wiedzy przychodził mi jakby w zwolnionym tempie. Nie lubię takich długich przerw bo wybijają mnie z rytmu, z trybu nauki. Teraz wiem, że jak nie uda mi się dostać za pierwszym razem na lekarsko-dentystyczny to będę miała marne szanse na dostanie się w kolejnym roku. Determinacja i wytrwałość nie mają tu zbyt wiele do mówienia bo wiem, że jak nie mam nad sobą takiej presji, że mam sprawdzian i muszę w tym czasie wracać też do starszych zagadnień musząc to dobrze zorganizować, żeby zdążyć ze wszystkim to będzie mi bardzo ale to bardzo ciężko.
Co do postanowień noworocznych jako tako ich nie mam. Proszę tylko o siłę i systematyczność w nauce i spokój ducha, bo to on często mi zakłóca aurę spokoju i pojawiają się problemy z koncentracją.
A co do samego Sylwestra... Mogłoby się wydawać, że będąc z czterema najlepszymi przyjaciółkami będzie wręcz idealnie, ale zatem dlaczego każda przeżyła 1 stycznia z głową schowaną w poduszkę z lejącymi się strumieniami łzami. Poszłyśmy tam do dobrego znajomego dlatego nasze złe przypuszczenia nie miały prawa nawet się pojawić. Do godziny 23 z ręką na sercu mogę powiedzieć, że było na prawdę dobrze! Brakowało mi z dziewczynami naszych wspólnych rozmów bo tylko z dwiema jestem w klasie, więc miałyśmy co nadrabiać. Dwie pozostałe są w innych szkołach. Każda jest pochłonięta nauką do tego stopnia, że jesteśmy tym wyczerpane i musimy się zadowolić chociaż tym, że codziennie ze sobą piszemy, chociażby przed snem. Po 24 przyszło dziwne towarzystwo niemal nie odbiegające od zachować zwierząt. Czy alkohol zawładnął człowiekiem do tego stopnia, że narzuca złe zachowania. Zastanawiałam się czy ja też do nich należę... Czy też jestem takim zniszczonym osobnikiem? Jak mogło dojść do tego, że znalazłam się z takimi ludźmi w tym samym pomieszczeniu.. Czy ja się z nimi utożsamiam? Na domiar złego musiałyśmy wytrzymać w tym towarzystwie.. 5 godzin, bo każda linia taksówek była zajęta. Mam taki wstręt do alkoholu i do imprez, że wątpię żebym w wakacje chciała do tego wrócić. Chcę się odciąć od wszystkiego. Chcę zagłębiać się w Campbellu, poszerzać wiedzę, poznawać wszystkie te informacje, uczyć się do matury i w między czasie ćwiczyć dla zdrowia. Nie chcę nic więcej. Będę żyć tylko nauką, bo tylko ona potrafi wnieść coś do życia i tylko dzięki niej będę zbliżać się ku celowi.